Strona główna

who's that shoutin' ?


No cóż, więc pożegnałam 2006 – najcudowniejszy, najwspanialszy, najpiękniejszy rok w moim życiu. Tańcząc, pijąc, bawiąc się ze znajomymi, rozmawiając – troszeczkę rozrabiając na parkiecie, w stanie totalnej euforii i zapomnienia. Jeżeli miniony rok był szalony i piękny, trzeba było w ten sposób go pożegnać.

Kolejne dwa dni spędziłam na leżeniu, bieganiu [gdzie i po co? Eh..., przykre potrzeby fizjologiczne.], spaniu, nie odbieraniu telefonów, użalaniu się nad własnym stanem, myśleniu, że już nigdy nie wydobrzeję (!), rozmawianiu z rodzicami (rozgrzeszające słowa Taty: „Jeżeli było fajnie, to warto cierpieć.” Thx Daddy), czytaniu książki, próbowaniu się uczyć (z mniej lub bardziej opłakanymi skutkami), ustawianiu wallpaper [cudny jesteś, cudny jesteś, cudny jesteś...]. No i co teraz? Jakieś postanowienia z racji rozpoczęcia Nowego Roku? Z doświadczenia wiem, że postanowień łatwiej dotrzymać, jeżeli są ustanawiane „od dziś, od teraz, od zaraz, już”.

Postanawiam więc zapomnień o tym, co było złe. Wziąć się samodzielnie w garść. Wyznaczyć ideały i cele, do których się zmierza. Od dziś. Od teraz. Od zaraz. Już. Nie ma czasu na zwlekanie.

Z okazji Nowego Roku – dużo szczęścia, miłości, radości, sukcesów...

we sell hell and suffer well 2007-01-02 19:05:34
skomentuj (1)