Strona główna

Martyr for love


Dzisiaj minął rok od śmierci Michała. Przelało się już dwanaście miesięcy, trzysta sześćdziesiąt pięć dni, dwadzieścia jeden tysięcy dziewięćset godzin, milion trzysta czternaście tysięcy sekund.

Wystarczy ułamek sekundy, by wszystko wyświetliło się pod moimi powiekami.
Ciemny, jesienny wieczór, zapalone światło w pokoju, w którym zgasło życie, ciało młodego chłopaka wynoszone z domu.

Cześć Michał.

[*]

***
Każdy z nas ma w zanadrzu smutną historię do opowiedzenia. Bardziej lub mniej zmyśloną, wynurzamy ją z zakamarków istotowości ilekroć znajdzie się dobry słuchacz. Niektóre z tych opowieści są naprawdę dobre, efektywne.

Nie nazwę już nikogo przyjacielem
Nie nazwę już nikogo nauczycielem
Nie nazwę już nikogo bogiem

Czasami uśmiecham się do własnego odbicia
Mówię nieśmiało witaj Tęskniłam
Już dawno nie było tu prawdziwego człowieka

A ono odpowiada
Mruknięciem
Skinieniem głowy

I wymijamy się szeptem
Nie licząc na drobny cud

Nie nazwę już nikogo ojcem
Nie nazwę już nikogo miłością
Nie nazwę już nikogo wspomnieniem

Czasami zasypiam wtulona
W czyjąś klatkę piersiową
Z obcą ręką na brzuchu

I wymijamy się szeptem
Nie licząc na drobny cud
we sell hell and suffer well 2006-09-27 21:00:29
skomentuj (1)