Strona główna

kawałecek smycka


Może nie jestem najweselszą osobą na świecie, może nie zawsze mam dobry humor, może nie przez cały tydzień dwadzieścia cztery godziny na dobę chce żyć... Panie i Panowie, dzisiaj wieczór z cyklu - dołujemy się. Dlaczego? Na to pytanie nigdy nie było dobrej odpowiedzi...

Święta minęły w zawrotnym tempie – bez żadnych przykrości, bez nadmiernego łakomstwa, bez zmęczenia materiału. Wręcz przeciwnie – rodzinna, ciepła atmosfera, prezenty, kolędy, pierniczki, wszystkie te bożonarodzeniowe gadżety bez których trudno się obejść – wszystko to sprawiło, że naładowałam się pozytywną energią (trzyma przy życiu)... Sielanka, nie przerwana żadnymi katastrofami, wybuchami gniewu czy też nagłym kataklizmem. Pod choinką wylądowało kilka książek, m.in. część ukochanej Jeżycjady, Harry Potter auf Deutsch i ‘Mein Kampf’ von Adolf Hitler, oryginał z 1938 roku pisany frakturą. Nie wiem, czy rzeczywiście Santa Klaus jest faszystą, ale okazał się nieprzyzwoicie pomysłowy. Oczywiście zaczęłam czytać ;)

Im bliżej do Sylwestra i Nowego Roku (który świętować będę w Poznaniu, na depotece, wśród rodziny i przyjaciół, co znaczy, że jestem naprawdę ogromną szczęściarą), tym częściej zadaję sobie dziwne pytania, w stylu: czego naprawdę chcę, o czym marzę, co jest moim celem, zamiarem życiowym, pragnieniem, życzeniem... Jakby te pytania miały coś zmienić, ukształtować moją osobowość, bo chyba najważniejsze jest to, by być kimś, a nie zaściełać kubły nicości... Może te pytania – kiedy będę próbowała znaleźć odpowiedź – coś zmienią?
Chciałabym dobrze zaliczyć ten rok, wyjechać do Nowego Jorku, schudnąć, uporządkować sprawy sercowe, nauczyć się dobrze niemieckiego i angielskiego...

I dzisiaj wreszcie – trafił mnie piorun, grom z jasnego nieba. Nie, nie spodziewałam się. Nie, przez to jeszcze nigdy nie przechodziłam. Nie, czasami Świat kpi ze mnie w żywe oczy. Tak po prostu.

On ma kogoś. Na to nie byłam przygotowana.
Od kilku dni. Na to również nie byłam przygotowana.
Tam, gdzie mieszka. Ja też właściwie mam chłopaka.

Jest ktoś, kto może go bezgranicznie długo trzymać za rękę. Jest ktoś, kto może go całować. Jest ktoś, kto może przejść z nim przez wszystkie ulice świata, a nie tylko przez dwie wybrane z całego mnóstwa. Jest ktoś, z kim on będzie wisiał na telefonie. Jest ktoś, kto będzie go przytulał, kiedy zajdzie taka potrzeba.

I – o dziwo – naprawdę jestem zadowolona. Szczęśliwa – doceniam chyba to, co mam.
Wszystkiego najlepszego, pomyślnego związku życzę.





we sell hell and suffer well 2006-12-30 02:39:24
skomentuj (1)