Strona główna

I want it all


Jeszcze dwanaście cudownie wolnych dni, które postaram się przeżyć najleniwiej, ale też najlepiej jak się da.
Ostatnie dni pierwszego semestru studiów przyniosły kilka zarówno miłych, jak i mniej sympatycznych [Co cię nie zabije, to cię wzmocni, co cię nie zabije, to cię wzmocni, co cię nie zabije...] chwil.
Z pięciu części testu podsumowywującego semestr zaliczyłam trzy, co nie jest złym wynikiem, w gruncie rzeczy się cieszę. Nauczyciel fonetyki pochwalił mnie, podkreślając, że zrobiłam grosse Forschritte, co było chyba jedynym miłym akcentem ze strony wykładówców :) Eh, kobieta, której nie lubię (podejrzewam, że z wzajemnością) skomentowała moje wyniki zdaniem Myślałam, że będzie gorzej, na co nie odpowiedziałam - dziękuję pani magister za ten niebywały komplement.
Ludzie mimo wszystko bywają fajni. Tydzień temu dostałam jeden z najbardziej zaskakujących i niespodziewanych prezentów w moim życiu - płytę winylową Depeche Mode [rok 1983, podejrzewam] wprost z Anglii. Aniołem, który przysłał mi tę perełkę jest chłopak, którego na oczy nie widziałam, a który miał mi przysłać zwykłą kartkę pocztową :) Życiem kieruje przypadek, życiem kierują Anioły. My nie mamy nic do gadania, pozostaje nam jedynie cieszyć się z tego, co przyniesie dzień.
Lubię ludzi.
Mam okazję przesiedzieć kilka dni w domu, z rodzicami, jeszcze z choinką (do jutra :( ), z książkami, telewizorem i komputerem - bez zmartwień, bez brzydkiego grodu Kopernika, bez siostry :|...
Najbliższe plany życiowe? W sobotę bawię się w Poznaniu (lubię miasta, w których nie mieszkał Kopernik), a już niedługo uciekam do Krakowa (niestety na kilka dni). Kocham to miasto.

we sell hell and suffer well 2007-02-01 19:55:25
skomentuj (1)